Witam serdecznie :) Dzisiaj przychodzę do Was z moim must have jeżeli chodzi o nawilżanie ciała. Otóż jakiś czas temu trochę niepewnie zaszłam do sklepu Organique w Manufakturze, który kusił mnie już od samego wejścia do tego centrum handlowego...:) Po skończeniu całej zakupowej trasy, zdecydowałam się tam zajrzeć. Kupiłam małe masło shea w czystej postaci w słoiczku, krem do rąk (już go zużyłam), masło shea do ciała o zapachu magnolii, aksamitne masło do ciała i piling o zapachu japońskiej wiśni.
Zacznijmy od magnoliowego masła shea o zdecydowanie ciężkiej konsystencji typowo dla skóry bardzo suchej, na zimę.
Jak już wspomniałam masło jest twarde, ciężkie - zdecydowanie nie na letni wieczór po orzeźwiającym prysznicu! Niemniej jednak na zimę sprawdziło się znakomicie. Otóż w tej porze roku mam bardzo suchą, wręcz popękaną skórę na całym ciele. Ten produkt niewątpliwie nawilża. Pozostawia przy tym niezwyle trwały, piękny zapach, który ja osobiście wyczuwałam jeszcze rano, w szkole (a użyłam go powiedzmy o 20:00 minionego dnia) Mimo że pojemnik sprawia wrażenie małego to starcza na długo - około miesiąca, dwóch.
Konsystencja osobiście mi odpowiada, nie mam do niej zasteżeń. Ja bardzo lubię kiedy balsam/krem/masło zostawia na ciele przyjemną kołderkę (film) zapachową, po której mam uczucie stałego, nieprzerwalnego nawilżenia skóry.
Cena dosyć duża, średnio podoba mi się opakowanie, ale i tak daję mu 9,5/10 :)
Dalej mam masło, które zdecydowanie jest moim Kosmetykiem Wszech Czasów - to aksamitne masełko o zapachu japońskiej wiśni. Szalenie mi się ono podoba- po pierwsze: wizualnie (ma boski, różowy kolor) - aż przyjemnie się go używa! Opakowanie również niepraktyczne, ale rozumiem jego design...;)
Bardziej podoba mi się też konsystencja- jest aksamitna, nic nie wchodzi pod paznokcie. Pozostawia miłą dla skóry otoczkę "zapachową" i nawilżającą...:) Nie zawiera też parabenów, ma bardzo przyjemny skład.
Cena - niska jak za TAKIEJ jakości produkt. Kiedyś miałam okazję "podkraść" mamie ciut masła z The Body Shopu, pomimo fajnego działania zupełnie nie podpasował mi zapach który był dla mnie za ostry i ciut chemiczny.
Zdecydowanie 10/10!
I teraz peeling z tej samej linii co aksamitne masełko do ciała. Co mogę o nim powiedzieć? Przy jego użytkowaniu towarzyszy nam akompaniament cudownego zapachu, który na długo po kąpieli czuć w łazience. Ściera bardzo delikatnie (ale to zależy w jakim stopniu, z jaką siłą będziemy nim pocierać o skórę) ma cukrowe drobiny, które ładnie się rozpuszczają po kontakcie z wodą. Po kąpieli, jak w przypadku innych produktów możemy wyczuć na skórze powłoczkę. Cena za wysoka jak na peeling. Mimo wszystko bardzo go lubię i z pewnością znajdzie się na mojej prezentowej-urodzinowej wish liście.
Dziękuję za uwagę :)
PS. Od 3-go maja rozpoczynam remont w pokoju, so 7-8 maja możecie się spodziewać filmikowego room touru i update'u toaletki :)
28 kwietnia 2013
27 kwietnia 2013
23 kwietnia 2013
Recenzja kosmetyków Inglot - nawet dobre produkty za nawet przyzwoitą cenę
Dzień Dobry, mam dla Was dzisiaj recenzję zbiorową dla trzech inglotowych produktów. Na zdjęciu od lewej widzimy puder o kremowej konsystencji, róż w kremie i paletkę trzech cieni. Cena każdego z tych produktów waha się od 20-35 złotych w salonach Inglota które znajdują się niemal w każdej większej galerii handlowej. Tak więc jeżeli mieszkacie w średnio-dużym lub dużym mieście to na 80% salon tej "marki" znajdziecie. So, dostępność duża.
Ale wróćmy do samych produktów. Ogólnie to testując je nie zwróciłam uwagi na zapach - jest on słaby niemal niewyczuwalny przez mój nos.
Najpierw cienie. Ja wybrałam kolory beżowo-różowo-fioletowe. Od lewej jasny różowo-beżowy mat, jasna różowo-beżowa perła i ciemno fioletowa perła. Ja nie używam żadnej bazy, na moim oku wytrzymują około 5-6 godzin, co uważam za dobry wynik.
Opakowanie na te cienie czyli sama paletka jest bardzo solidna, elegancka. Wkład kosztuje bodajże 8 złotych, a paletka 10 złotych (?). Oceniam je na 7/10.
I taki "ołwer wiu" na te trzy kolory - serdecznie Wam je polecam bo są naprawdę uniwersalne!
Pomimo mojej sporej niechęci do tego produktu odkryłam jak go stosować na dwa sposoby: najpierw kładziemy odrobinę różu na policzek, dokładnie rozcieramy a potem na tą dosyć intensywną plamkę aplikujemy korektor ; mieszamy do z korektorem na ręce (ale to zbyt...."pracochłonne"?). Oceniam na 5,5/10
No i ostatni puder. Ma on bardzo kremową konsystencję ale o dziwno bardzo się sypie. Nieraz zaprószyłam sobie przez niego całą toaletkę. On chyba spodobał mi się najmniej. Niby "konserwuje" makijaż ale na bardzo krótko. Plusem jest to że ładnie stapia się ze skórą. Minusem to że tworzy taką maskę na twarzy. Zdecydowanie lepiej sprawdził się jako cień bazowy na całą powiekę - tam jest wprost genialny!
Tak więc 3/10 jako puder, i 8/10 jako cień do powiek! :)
Dzięki za uwagę ;))
21 kwietnia 2013
Płyn micelarny Bioderma Sensibio H20 - moje małe cudo!
Oto moje małe cudo zamknięte w buteleczce 250 ml. Nadal nie mogę uwierzyć że znalazłam produkt który spełnia moje oczekiwania w stu procentach. Jest to właśnie Bioderma Sensibio H2O do cery suchej, wrażliwej. Zacznijmy może recenzję od pierwszego wrażenia czyli wyglądu opakowania (buteleczki) i jego funkcjonalności.
Jest bardzo stabilna, nawet na małej łazienkowej półeczce stoi przyzwoicie i ani razu mi nie spadła (jak to było np. z micelem z Avene). Nie ma co się zachwycać designem, gdyż jak w przypadku tego typu produktów są one proste, oszczędne - nie przykuwa uwagi, ale zresztą - po co miałby to robić ?
"Dozownik" to nic innego jak zamykane na klik opakowanie - fajne , proste płyn micelarny nie wylewa się z niego ani nic takiego - proste ale solidne! Przy zamykaniu robi słynne "kilk" więc gdy kończymy demakijaż i zamykamy wieczko to mamy taką pewność że jest ono dobrze zabezpieczone przed wylaniem.
Ale dość tych pierdół - przejdźmy do działania. Może opiszę jego "właściwości" w poszczególnych etapach demakijażu ; przemywania buzi. Gdy zaczynamy makijaż do dochodzi do nas neutralny zapach Biodermy - dzięki niemu uczucie czystości się powiela. Jeżeli chodzi o zmywanie podkładu - do pełnego jego usunięcia zużywam około 3-4 wacików nasączonych micelem, tak samo z oczami (cienie+tusz+korektor) Nie jest dużo, biorąc pod uwagę że taki pełny makijaż z podkładem itp. wykonuję teraz około raz w tygodniu. Bardziej jednak cieszy mnie to uczucie czystości i delikatna powłoczka która koi i nawilża - jakby taka kołderka dla skóry! - coś cudownego!
PS. Testowałam ją wczoraj z pianką z NIVEA z poprzedniego postu - wtedy wystarczy jeden wacik - raczej dla upewnienia, bo pianka pozbywa się większości - no może z wyjątkiem oczu ;)
Zdecydowanie jestem na tak! Jedyny minus jaki dostrzegam to cena - ja kupuję dwie w promocji - jedną biorę ja a drugą moja mama więc wychodzi taniej niż jedna duża butelka. Jest też ona bardzo wydajna - mi starcza na 2-3 miesiące i to w pojemności 250 ml!
20 kwietnia 2013
Pierwsze refleksje - nowość od NIVEA
Witam. Dzisiaj mało słów, jedynie pierwsze wrażenia - dotyczące pianki łagodnie oczyszczającej dla skóry wrażliwej i suchej (była jeszcze wersja dla cery mieszanej)
19 kwietnia 2013
Wish lista ciuchowa część pierwsza
Witam w serii o ciuchach które planuję zebrać :) Na pierwszym planie zdecydowanie leginsy w paski które moim zdaniem są hitem sezonu dla młodych dziewczyn razem z jasną dżinsową koszulą (też na zdjęciu- ją zakupiłam dzisiaj). Zamierzam kupić sobie Lilou (jedną już mam ale z tradycyjną, okrągłą, złotą zawieszką na fioletowym sznurku) ze znakiem nieskonczoności na czarnym rzemyku. No i zakupem którego już dokonałam są buty- ukochane CONVERSE w gwiazdki (!!) Są takie sliczne i uniwersalne (mówię to patrząc na swoją garderobę)
Tak od czapy to podoba mi się bluza w kropeczki z House - jest po prostu urocza <3
Nie jest to szczególny post, a raczej coś w zastępstwie (gdyż chodzi o remont mojego pokoju, niestety panowie robotnicy nie mogli w tym tygodniu ale cóż.. ;)
Tak od czapy to podoba mi się bluza w kropeczki z House - jest po prostu urocza <3
Nie jest to szczególny post, a raczej coś w zastępstwie (gdyż chodzi o remont mojego pokoju, niestety panowie robotnicy nie mogli w tym tygodniu ale cóż.. ;)
14 kwietnia 2013
Nieobecność
Hej! Moi drodzy, powrót na bloga w następną sobotę! :) Mam dla Was niespodziankę ! Aż sama nie mogę się doczekać!
8 kwietnia 2013
Kolekcja kosmetykow- blushes
Czyli ulubiona część mojego kosmetycznego światka: róże! Kocham róże - są moim numerem jeden jeżeli chodzi o makijaż. Mam kilka kolorów: na codzień preferuję raczej brzoskwinie i delikatne chłodne odcienie :) Mam jeden super oczoje... fuksjowy ale spokojnie: używam go jako kremowej pomadki do ust ;)
Zacznijmy- ostatnio sporo przesiałam swoje zbiory, kupiłam kilka nowych, część znalazłam pałętających się samotnie po domu itd. (fotografie robione telefonem : przepraszam za wszelkie drgnięcia i szumy)
Jasno-różowy róż z drobinkami firmy Bourjois. Bardzo go lubię - stosuję bez rozświetlacza ;)
Róż w płynie Benefit - coraz bardziej, na nowo się do niego przekonuję!
Róż z Inglota, którego nie lubię...
Neonowy TopShop ;) Kocham go jako pomadkę na lato - niesamowity jest!
I dobrze Wam znany Chanelek. Pisałam o nim w poście o mojej tolaletce :)
Przypominam :
Dzięki z uwagę, do zobaczenia! :):)
Subskrybuj:
Posty (Atom)









